Friday, 14 February 2014

LUSH and Valentine's Day

Większość blogów pełna jest walentynkowych treści, nie chciałam być jakimś odrzutem i też postanowiłam skupić się na tym temacie - jednak mam zamiar ponarzekać, żeby nie było zbyt słodko, wiadomo.
Jakiś czas temu zamówiłam w ciemno dwie rzeczy z walentynkowej kolekcji Lush, no i dzisiaj jest idealny czas, żeby coś o nich napisać. Od razu powiem, że nie znoszę zapachu jednego z nich...ale właściwie pretensje mogę mieć tylko do siebie...

The majority of blogs is flooded with Valentines theme, I didn't want to be a misfit, so I decided to do the same, however, I'm about to ramble a little - it can't be too sweet, right.
Some time ago I ordered two Lush products designed for St. Valentine's Day and today it's a perfect day to write a couple of words about them. I detest one of them because of the smell, but I can only blame myself...




Prince Charming, it's a shower gel (luckily, I bought the smallest bottle possible!) is a true horror. I'm usually not too picky when it comes to shower gel scents (and basically cosmetics, I only want my perfumes to be perfect)...but this one...I simply cannot overcome this scent. It smells like a spoiled fruit/juice, very sour and fermented. I can also sense Turkish Delight here, but the one that gone off. I don't know...what were they thinking? I thought fragrances for Valentines should be pleasant and a little sweet, this one rather smells like a Halloween prank. I guess the culprit here is pomegranate juice, which I didn't notice when I read the description. I only focused on vanilla and sandalwood, and marshmallow (didn't notice it's a marshmallow root, hah, silly Whale).
Other than that it works well like all of Lush shower gels, it's gentle, it lasts a long time, it lathers well...and you can smell it on your skin for a long time.

Prince Charming to żel pod prysznic (na szczęście wybrałam najmniejszą butelkę z możliwych) jest prawdziwym koszmarem. Zwykle nie wybrzydzam jeśli chodzi o zapachy żeli pod prysznic (i ogólnie kosmetyków - tylko perfumy muszą być idealne)...no ale, to...nie mogę wytrzymać. Pachnie jak popsute owoce/sok, taki kwaśny, sfermentowany. Czuję też w nim deser Turkish Delight (wikipedia rzecze, że po polsku nazywa się to Rachatłukum! :D), ale też taki zepsuty. Nie wiem naprawdę co przyszło im do głowy...zawsze myślałam, że walentynkowe zapachy powinny być choć trochę przyjemne, a to pachnie raczej jak Halloweenowy żart. Wydaje mi się, że winny tutaj jest sok z granatów, po raz kolejny przekonuję się, że to zapach nie dla mnie...nie zauważyłam go w opisie. Skupiłam się tylko na wanilii, drzewie sandałowym i piankach (a to jakiś korzeń czy inne zielsko a nie marshmallow, no, ogólnie Waleń dał ciała).
Poza tym ma typowo Lushową jakoś, czyli jest delikatny, wydajny, dobrze się pieni...no i długo utrzymuje na skórze, a jakże!



Neon Love
I actually like this one. First it looks great, it's a bit neon for real. I like attractive soaps in my bathroom, hah. I was also lucky to have a piece which has a lot of white part inside - it makes it more creamy,  also, white bits have some exfoliating pieces in it. It's very soft and gentle. The smells is really pleasant, but weird in a Lush way. It's a mix of fruit, rose, citrus and a tiny hint of spice. The soap itself has a very strong smell, but  sadly, it doesn't last long on my skin. My only complaint here is the price, their soaps are getting more and more expensive, to the point of absurd. £4.25 is a lot for a small chunk of soap, common! I guess I'm sentimental and I'm attached to their prices from 6-7 years ago...

Neon Love
Tutaj akurat jestem zadowolona. Mydło rzeczywiście jest lekko neonowe, a ja bardzo lubię atrakcyjne mydła w mojej łazience. Poza tym trafił mi się też fajny kawałek, który ma w sobie dużo białego - dzięki temu jest bardziej kremowe, a do tego w białym są małe pilingujące drobinki. Jest bardzo delikatne i łagodne. Jeśli chodzi o zapach, to jest już znacznie przyjemniejszy, ale też tak Lushowo dziwny (to akurat lubię). To mieszanka owoców, róży, cytrusów i czegoś korzennego, ale nie cynamonu. Mydło samo w sobie bardzo mocno pachnie, niemal tak killerowo, ale na skórze już tak dobrze się nie utrzymuje (a jakże). Ogólnie bardzo je lubię i pewnie kiedyś znowu kupię, jeśli się pojawi na kolejne Walentynki. Jedynym moim problemem jest cena tych mydeł, rosną w zastraszającym tempie i niedługo zbliżą się do absurdu.  £4.25 za niewielki kawałek mydła to już trochę przesada (a zwykle nie oszczędzam na kosmetykach). Chyba jestem zbyt sentymentalna i zbyt przyzwyczajona do ich cen sprzed 6-7 lat...




11 comments:

  1. Walentynkowy zapach to dla mnie czekoladowy :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. O, to to...albo jakaś wanilia, kwiaty ewentualnie. No ale na pewno nie kwaśny kompot. :D Chociaż czytałam inne opinie na stronie (o dziwo) niektórzy są nim zachwyceni...

      Delete
  2. szkoda, że nie mam dostępu do tych kosmetyków. Z pewnością skusiłabym się na jakiś żel pod prysznic :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Też żałuję, że u nas ich nie ma. Tyle już było obietnic, fałszywych alarmów itp, że przestałam się tym nawet interesować. Ja przekonałam się, że ich żele są mocno specyficzne i chyba akceptuję tylko te świąteczne, czyli Glogg i Snow Fairy. Za to mydła uwielbiam. ;)

      Delete
  3. ciekawe mydło.. szkoda że ceny tak szaleją

    ReplyDelete
  4. Rachatłukum haha :D Łe, i to ma być Prince Charming? Chyba jakiś Shrek :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. No, mało idealny ten Prince Charming...ogólnie zapachy Lusha bywają kontrowersyjne, ale czegoś takiego się nie spodziewałam. Pierwsze powąchanie było bezcenne. :D

      Delete
  5. o jezu ten żel pewnie pachnie jak te wszystkie malinowo-sokowo-kisielowe błyszczyki i inne mazidła naustne. To jest okrutny zapach, pewnie to to samo :P

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie miałam chyba takich błyszczyków, to nie wiem, ale raczej nie ma tu maliny, tylko ten granat...to pachnie jak lekko skiśnięty sok albo kompot, plus mega mega intensywnie jak to w Lushu.

      Delete
  6. Tak bardzo chciałabym żeby otworzyli się już w Polsce (najlepiej w Poznaniu :P), to by tyle ułatwiło!

    ReplyDelete

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...