Saturday, 29 June 2013

Las Vegas 507, Delia

Las Vegas 507, Delia
Kolejny lakier z serii Delii Las Vegas, ukazały się już dawno temu i nie mam pojęcia czemu jeszcze go nie pokazałam, przecież jest świetny (natłok lakierów wszystko psuje! :P)
507 to drobny i matowy czarny brokat z dodatkiem większych sześciokątnych holograficznych drobinek (efekt holo jest mocny, są naprawdę bardzo kolorowe). Najfajniej chyba wygląda nałożony solo, daje wtedy taki nietypowy efekt. Trudno powiedzieć czy brokat jest gęsty, bo żeby pokryć w pełni paznokcie potrzeba jakichś 4 cienkich warstw, ale już do layeringu lepiej ograniczyć się do jednej, która i tak już mocno kryje (trzeba nakładać szybko i zdecydowanie, nie ma tutaj raczej miejsca na aranżowanie brokatu po swojemu itd.) Widziałam, że sporo osób narzeka na jego konsystencję/aplikację, ale ja nie miałam żadnych problemów. Po prostu brokat w dość wodnistej bazie, nic klejącego i glutowatego. Najlepiej wygląda z dodatkową warstwą topcoatu. Ech, chciałabym żeby było więcej takich czarnych brokatów jak ten.


Las Vegas 507, Delia
That's another polish from Delia's Las Vegas series, it was released quite a long time ago and I have no idea why I haven't shown it yet, as it's super cool.
507 is a fine black matte glitter mixed with larger (strong) hex holo pieces (they're really colourful). I think it's best to apply it on its own, because it looks really unique then. It's hard to say if it's dense or not...you need up to 4 thin coats for opaque look, but when it comes to layering it's best to apply only one coat, otherwise it looks too dense (and it has to be quick and precise, there's little room for arranging glitter etc.). I've seen many people complaining about its formula, but I didn't encounter and difficulties, really. Just fine glitter in rather watery base, nothing gooey or chunky. It looks the best with an extra coat of topcoat. I wish there were more black glitters like this one. 






Follow on Bloglovin


Friday, 28 June 2013

Decades of Dysfunction, Orly


Decades of Dysfunction, Orly
To jeden z moich NAJ NAJ NAJ lakierów. Jestem wielkim maniakiem niebieskich, fioletowych czy różowych lakierów, ale takie białe/brudne białe/jasne lakiery to moja kolejna mania (i chyba nie pokazuję ich tutaj dostatecznie często!). Ten pochodzi z kolekcji Dark Shadows, uwielbiam jego nazwą samą w sobie (nie mam pojęcia czy nawiązuje jakoś do Dark Shadows), pasuje do mnie idealnie, hah.
Podobno DoD jest identyczny z Pure Porcelain...nie mam PP, więc nie mogę ocenić ale rzeczywiście wyglądają na bardzo podobne. DoD to różowawo-beżowy, nieco brudny i pudrowy biały lakier, w sumie naprawdę kojarzy się z porcelaną. Formuła jest taka konkretna i napakowana bielą, więc mocno odcina się od dłoni i rzuca się w oczy - ale nie jest kredowo-korektorowaty, bo biel jest zgaszona a nie śnieżnobiała, nie ma więc takiego efektu "świecenia". Ma też dobre krycie, już nawet pierwsza warstwa wygląda przyzwoicie, ale najlepiej nakładać dwie dla równego i perfekcyjnego pokrycia. Dla mnie to po prostu ideał, dobra robota Orly. :)


Decades of Dysfunction, Orly
This is one of my favourite polishes EVER. I am a huge fan of blue, pink and purple on nails, but white/off-white/light polishes are my another fixation (I think I don't show them here often enough).
This one comes from Dark Shadows collection, but I love its name (on its own, I have no idea if it's got any Dark Shadows reference), it suits me perfectly, hah.
It is said DoD and Pure Porcelain are dupes, I haven't got PP, so I cannot say, but they seem alike indeed. DoD is a pinky/beige white, a bit dirty and powdery, it reminds of porcelain a bit for real. Formula is dense and white packed, hence it looks very bold on hands, but it's not chalky as this white isn't pure white, it doesn't "glow" in a way. It's also quite opaque, first coat looks decent, but it's best to apply 2 coats for super even and perfect look. I cannot express how much I love this polish, well done Orly. :)







Remember to follow me on Bloglovin' (if you like), as Google Reader disappears on Monday.

Pamiętajcie, żeby dodać mnie na Bloglovin' (jeśli macie ochotę) w zwiazku z tym, że Google Reader znika w poniedziałek.

Follow on Bloglovin




Wednesday, 26 June 2013

Bianca, Sinful Colours

Bianca, Sinful Colors
Today I'll try to keep it short as it is just a jelly/creme pink. I got it from my friend for a while and I truly enjoyed wearing it. I don't know about you but I'm obsessed with pink polishes...they're all quite the same, but always so pretty. I especially love brights and neons...actually they're not the same, there are so many options!
Bianca from Sinful Colors is a pretty, glossy, cool-toned pink. It has a great shine and dries quickly. I applied 2 coats and they were easy to apply (similar to jellies, but I think its finish is rather semi-jelly). I can never have enough of pinks for summer, do you like them as much or you think I'm boring? :D

Bianca, Sinful Colors
Postaram się dziś streścić, bo to tylko różowy jelly-krem. Dostałam go od koleżanki na jakiś czas i bardzo miło mi się go nosiło. Nie wiem jak Wy, ale ja na pewno mam różową obsesję...wszystkie są podobne, ale takie ładne. Najbardziej lubię te jaskrawe i neonowe...w sumie to wcale nie są takie podobne, jest tyle różowych opcji.
Bianca z Sinful Colors to ładny, szklisty, chłodny róż. Ma naprawdę świetny połysk i wysycha szybko. Nałożyłam dwie warstwy i nie miałam żadnych problemów z malowaniem (nakładało go się podobnie jak lakiery jelly, ale wydaje mi się, że wykończenie jest takie pół-jelly). Chyba nigdy nie będę miała dość różowych lakierów...też tak macie czy uważacie mnie za lakierową nudziarę? :D





Monday, 24 June 2013

Mexico, Kobo

Mexico, Kobo
One of the most popular shade  (I'm not surprised at all) from Kobo's city line. It's a lovely shade, such peachy-yoghurt-y shades are my all-time favourite, they're all quite similar but I can never resist getting a new one. They're just so girly and charming. Mexico is on the orange side, but still it's somewhat milky and soft, very very pretty and flattering.
It applies well, but it needs to be applies carefully and lightly (with such polishes it's often better to avoid pressing brush too much, because it creates smudges, being delicate is the key:)). It required 3 thin coats and it gives a lovely shine, almost gel-like.

Mexico, Kobo
To chyba jeden z najpopularniejszych odcieni (wcale mnie to nie dziwi) z kolekcji Kobo inspirowanej dużymi miastami. To naprawdę uroczny odcień, sama też uwielbiam takie brzoskwiniowo-jogurtowe lakiery, na pewno przodują w moich ulubieńcach i mimo że są do siebie dość podobne, nigdy nie umiem powstrzymać się przed kupieniem kolejnego. Dla mnie są stuprocentowo dziewczęce i wdzięczne. Mexico jest bardzo blisko pomarańczowego jak na brzoskwinię, ale i tak jest taki jakby mleczny, rozbielony i delikatny, świetnie wygląda na dłoniach.
Maluje się nim dobrze, ale trzeba nakładać go ostrożnie i lekko (ogólnie z takimi lakierami lepiej unikać mocnego dociskania, bo wtedy smużą...delikatność jest kluczem:)). Nałożyłam 3 ciekie warstwy, dały świetny połysk, bardzo żelowy. Dostępne w Drogeriach Natura. :)








Saturday, 22 June 2013

Raspberry (scented), My Secret

Raspberry 170, My Secret
For today I've got latest My Secret line for summer 2013, it includes 4 scented shades. I decided to start with the red one, called Raspberry (to be honest, it reminds me of strawberry rather than raspberry), the scent is weird, fruity but quite strong, I can sense strawberry mixed with grapes, but I cannot really tell! I think it has great coverage for a red polish, it looks very opaque after one thin coat, but obviously I applied 2, it always looks better. In the bottle it looks more creamy and berry-like, but on nails it gets brighter and glossier. To me it looks like fresh, juicy strawberries, mhmm. 
BTW, I'm shooting photos in a different location, I've got a feeling that these photos are different than my old ones, but I can't work it out yet...probably it'll take me some time to get used to my new place, but I hope it's not that bad. :)


Raspberry 170, My Secret
Na dziś mam ostatnią letnią kolekcję My Secret, składa się z 4 pachnących lakierów. Postanowiłam zacząć od czerwienie, nazywa się Raspberry (szczerze mówiąc mi bardziej kojarzy się z truskawkami niż malinami), zapach jest dziwny, niby owocowy ale dość mocny, wydaje mi się, że wyczuwam truskawki zmieszane z winogronami...ale naprawdę nie umiem sprecyzować. Lakier ma świetne krycie jak na czerwień, już po jednej warstwie bardzo dobrze kryje, ale ja jak zawsze nakładam dwie. W butelce sprawia wrażenie bardziej kremowego, treściwego i malinowo zgaszonego...ale na paznokciach staje się bardziej jaskrawy i szklisty. Wygląda dla mnie jak świeże, soczyste truskawki mhmm. :)
A tak nawiasem mówiąc, robię zdjęcia już w nowym miejscu. Mam wrażenie, że te zdjęcia są jakieś inne niż stare, muszę to powoli rozpracowywać....pewnie zajmie mi to trochę czasu, ale mam nadzieję, że nie jest tak źle. :)










Thursday, 20 June 2013

Arabian Night, Sally Hansen

Arabian Night, Sally Hansen
That's a polish which I got with the help of invaluable Spooky Nails (I wasn't even aware that such a great polish exists). It's my first polish from this Salon series, but I'd like to have more since the brush is very comfortable (not too wide, not too thin and very flexible) and its cap is made of rubber (similar to Orly), very comfortable as well.
The polish itself is beautiful (I also love its name), it's a medium blurpish purple (leaning towards dark, but not vampy), densely filled with fine gold shimmer/glass flecks. It's very very pretty, I cannot stop looking at this manicure. It reminds me of some magic potion. :D 
The base is rather sheer, so it requires three thinner coats, I like it this way because it makes shimmer stand out even more.


Arabian Night, Sally Hansen
Lakier ten mam dzięki nieocenionej Spooky Nails (ja nawet nie byłam świadoma, że taki fajny lakier istnieje). To mój pierwszy lakier z tej serii Sally Hansen, Salon...chciałabym mieć jeszcze jakieś, bo pędzelek bardzo mi podpasował (nie jest ani za szeroki ani za wąski, a do tego bardzo elastczny), rączka jest gumowa (jak np. Orly), co też jest bardzo wygodne.
Sam lakier jest piękny (i uwielbiam już go za samą nazwę), to średni lekko blurplowy fiolet (bliżej mu do ciemnego niż jasnego, ale nie jest vampem), do tego jest gęsto wypełniony drobnym, złotym shimmer/glass fleckami. Bardzo, bardzo śliczny, nie mogę się napatrzeć...kojarzy mi się z jakimś wróżkowym, magicznym naparem. :D
Baza jest nieco transparentna, wymaga trzech cienkich warstw, ale moim zdaniem to dobrze, bo dzięki temu drobinki mogą się jeszcze bardziej wybić.




Please remember to follow Whale'sNails on Bloglovin' and like my Facebook page. Google Reader is supposed to be removed soon and you shouldn't forget about me. :D

Pamiętajcie żeby dodać Wieloryba na Bloglovin' albo polubić na Facebooku. Google Reader podobno niedługo znika, a coś mi się zdaje, że nie powinnyście o mnie zapomnieć. :D



Wednesday, 19 June 2013

Las Vegas Showgirl, ANNY (sand polish)

Las Vegas Showgirl 625, ANNY (sand polish)
I haven't got many sand polishes (sadly!), but from what I've seen I can tell that this shade is quite unique in the sand world. It comes in mini bottles and they're about half-size smaller than regular ANNY bottles (I think it's cool for sand polishes, I think it's a short-lived trend and will quickly pass like crackles or magnetic polishes). It's a medium toned purple, it's hue is pretty neutral to me, it's not very pink nor very blue. The shade is very vibrant and eye-catching, but it's not extremely loud and bright. I really like such purple shades and I wish I had more polishes like that in creme finish.
Application is easy, nothing unusual about it, it applies like all sands (well, I only used OPI :P). One coat is fairly opaque, but I think it's better to apply two, the texture and shade look nicer then. Its texture reminds me of sour jellies. :D

Las Vegas Showgirl 625, ANNY (sand polish)
Nie mam zbyt wielu piaskowych lakierów (niestety!), ale z tego co widziałam mogę stwierdzić, że ten kolor jest dość nietypowy w piaskowtym świecie. Piaski ANNY są w wersji mini i są mniej więcej o połowę mniejsze niż ich regularna seria (dla mnie to świetne rozwiązanie, bo wydaje mi się, że piaskowy trend dość szybko przeminie, coś jak pękacze czy magnetyczne). Jest w kolorzy średniego fioletu, jego odcień jest raczej neutralny, bo nie wpada wyraźnie ani w róż ani niebieski. Według mnie przyciąga wzrok i jest taki wibrujący, ale nie jest przesadnie jaskrawy. W sumie to kojarzy mi się z Milką ;) i bardzo lubię takie odcienie fioletu, chętnie powiększyłabym swoje zbiory o kremy w tym typie. Malowanie jest proste, w sumie nic w tym nadzwyczajnego, nakłada się jak reszta piasków (noo, w sumie to miałam tylko do czynienia z OPI :P) Jedna warstwa kryje nieźle, ale dwie wyglądają dla mnie lepiej pod względem i koloru i faktury. Ta tekstura kojarzy mi się z takimi kwaśnymi żelkami z posypką. :D




Monday, 17 June 2013

Colour Alike 487

Colour Alike 487
Mhmm bright sky/aqua blue polishes are my another favourite type of blue (after dusty, denim blues). I love wearing them all year round because they're so upbeat and optimistic. They seem to boost my energy level and I feel better straight away. This is quite impressive what a single bottle of nail polish can do. ;)
487 is a perfect clean blue, it reminds me of sunny sky, summer, holidays and chilling pools. It applies well, formula is a bit thick and runny at the same time, but it's easy to get used to it. Coverage is good, 2 thin coats are enough. Finish is shiny and glossy though, it doesn't look heavy and flat. Like all new Colour Alike polishes, it is also scented. :)

Colour Alike 487
Mmm kolejny intensywny niebieski, coś na pograniczu letniego nieba i czystego basenu...to zdecydowanie mój następny ulubiony typ niebieskiego w lakierowym świecie (zaraz po tych przykurzonych i jeansowych). Uwielbiam nosić je przez cały rok, bo są takie optymistyczne i pobudzające. Wydaje mi się, że zdecydowanie poprawiają poziom mojej energii i od razu lepiej mi się działa. To zaskakujące, co taka mała butelka lakieru potrafi zdziałać. ;)
487 to idealny czysty niebieski, przypomina błękitne niebo, latwo, wakacje i chłodzące baseny. Jest bardzo bardzo odblaskowy. :) Maluje się nim prosto, formuła jest trochę gęsta i leista, ale prosto się do tego przyzwyczaić. Kryje ładnie i dwie warstwy wystarczają. Wykończenie jest szkliste i błyszczące, nie jest taki ciężki ani płaski. Do tego jak wszystkie nowe lakiery Colour Alike, bardzo przyjemnie pachnie. :)






Sunday, 16 June 2013

Ready to Roam Lipglass, MAC

Ready to Roam Lipglass, MAC
I'm always belated when it comes to showing MAC limited edition make up, but I always prefer to keep using a product for a long time before writing a review of it.  I don't buy a lot of LE products anyway, I try to keep my make up as sparse as possible, so I have a chance to use everything many times.
Ready to Roam comes from Styleseeker collection and it is a very pigmented lipgloss in bold red. It's difficult for me to tell whether RtR is more blue-based or yellow-based, I've got a feeling that it looks differently in various light conditions. It also contains micro shimmer, but it's hardly visible (there's no large, gritty pieces for sure), I think it makes lips look bigger and fuller, more defined. I love how glossy, juicy and pigmented it is (RtR has an elegant, chic kind of gloss, it doesn't look cheap and slutty) It wears good, it disappears evenly and doesn't makes my lips dry. It seems that I like MAC lip glosses much more than their lipsticks. I'm tempted to buy something new, I wasn't interested in their LE for mooooonths!


Ready to Roam Lipglass, MAC
Zawsze jestem spóźniona jeśli chodzi o pokazywanie limitek z MACa, ale zawsze wolę poużywać dany produkt możliwie długo, zanim napiszę jakąkolwiek recenzję (w sumie makijaż na moim blogu traktuję raczej jako ciekawostkę i odskocznię, niż miarodajną recenzję, bo nie jestem wielkiem ekspertem). Poza tym i tak nie kupuję za wiele z limitowanych edycji, bo staram się aby mój makijażowy arsenal był możliwie najmniejszy.
Ready to Roam pochodzi z kolekcji Styleseeker i to bardzo dobrze napigmentowana, wyrazista czerwień w formie błyszczyka. Trudno mi ocenić czy jego baza jest bardziej chłodna czy ciepła, w sumie to zmienia się to w zależności od światła. Błyszczyk ma w sobie też mikro shimmer, który jest ledwo widoczny (na pewno nie ma tu wielkich, wyczuwalnych drobin). Wydaje mi się, że te drobinki sprawiają, że usta wyglądają na większe, pełniejsze i bardziej trójwymiarowe. Strasznie podoba mi się jego połysk, soczystość i idealne napigmentowanie (RtR ma takie elegancki połysk, nie wygląda to tanio i wulgarnie). Nosi się dobrze, równomiernie się ściera i nie przesusza ust. Wygląda na to, że dużo bardziej jestem zadowolona z MACowych błyszczyków niż szminek. Nawet czuję się skuszona, żeby kupić coś nowego, a ich limitowane kolekcje nie skusiły mnie już od miesięęęęcy.



Saturday, 15 June 2013

Jolly Jewels 113, Golden Rose

Jolly Jewels 113, Golden Rose
Time for some Jolly Jewels. :) I think I love the whole series a lot, but this one is on my top list.
Most probably because I like pink nails and because it's hard to get interesting pinks, except for shimmer and glitters, multicolors with pink base are rather rare.
This one is a mix of hex orange red glitter and smaller golden pieces suspended in cool toned pink jelly base. I decided to apply it over plain jelly pink, because JJ113 is rather sheer and I didn't want to apply too many coats in order to avoid gritty glitter surface. I don't like glitter overload in such polishes and I prefer when the base colour is visible as well. I hope Golder Rose is going to release more Jolly Jewel polishes, they're pure joy. :)


Jolly Jewels 113, Golden Rose
No i przyszła pora na kolejny Jolly Jewels. :) Uwielbiam całą serię, ale ten akurat jest gdzieś na topie listy. Pewnie dlatego, że lubię różowe paznokcie i w sumie trudno o jakieś ciekawsze różowe lakiery, są shimmery i brokaty, ale jakieś wielokolorowe lakiery z różowym w bazie są dość niespotykane.
Ten to mieszanka pomarańczowo-czerwonego sześciokątnego brokatu i mniejszych złotych drobinek, wszystko to w chłodno różowej jelly bazie. Postanowiłam nałożyć go na najzwyklejszy różowy jelly, JJ113 jest raczej transparentny i nie chciałam nałożyć zbyt wielu warstw, żeby nie skończyć z taką nierówną, grubową brokatową warstwą. Nie lubię natłoku brokatu w tego typu lakierach, wydaje mi się, że fajniej to wygląda gdy brokatu jest mniej, a kolor bazowy dobrze widoczny. Mam nadzieję, że Golden Rose wypuści jeszcze więcej Jolly Jewels (np pastele), te lakiery to czysta radocha. ;)




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...